Mama na etacie

Mama na etacie,

czyli jak przetrwać z dziećmi w domu 

Być mamą?- to brzmi dumnie. Chciałoby się powiedzieć, że to taka sielanka. Nie trzeba chodzić do pracy, można sobie pospać, nie trzeba biec co rano na przystanek, pędzić do pracy na określoną godzinę i pracować od-do. Nikt nie rozlicza ciężkich godzin spędzonych na gotowaniu, praniu, sprzątaniu!

Ale jeśli przez kilka dni nie posprzątam, to efekty tego "nicnierobienia" są widoczne, nie mówiąc już o gotowaniu obiadu, kiedy efekty widać natychmiast. Pralka upierze sama, ale potem stertę ubrań widać z daleka. Piętrzy się taka wieża Eiffla i czeka na prasowanie! Innym razem w kolejce do przerobienia czekają czerwone porzeczki, bo to czas przetworów. A tu maluch, który zwykle jest grzeczny i bardzo ładnie śpi w dzień, właśnie ząbkuje i za nic nie chce zasnąć. Nie pomaga utulanie, bujanie, karmienie, ani wożenie w wózku. A porzeczki czekają! I bądź tu człowieku mądry.

Niby nikt mnie nie kontroluje, ale jeśli nie ugotuję obiadu na czas, to rodzina będzie głodna. I to nic, że dzieci są niejadkami. Jak zwykle podejdą do stołu, zobaczą co jest dziś serwowane i bez słowa odejdą, jeżeli obiad jest! Spróbuj jednak się zbuntować i nie ugotować nic. Gdy tylko tata zadzwoni z pracy, będą głośno protestować i mówić, że "mama nie ugotowała obiadu" i że "się dziś leni"!

Praca w domu to taki obóz przetrwania, ciągła codzienna walka, praca nieprzerobiona.
A jeśli nawet po zakończonym dniu jesteś z siebie zadowolona, to i tak jutro trzeba zaczynać od nowa. Poranne wstawanie, które nie zawsze jest łatwe, bo dzieci nie bardzo chcą wstawać do szkołyi przedszkola. "Mamo, w co ja mam dziś się ubrać?", "Mamo, co jest na śniadanie?", "Mamo, zrobiłaś mi kanapki do szkoły bez masła?" - tysiące pytań i oczekiwanie na natychmiastową odpowiedź. Jesteś sama, a dzieci pięcioro plus mąż! Gdy już wyprawisz część dzieci do szkoły i przedszkola, a męża pożegnasz całusem do pracy, możesz usiąść na chwilę i odpocząć. Taki krótki oddech przed kolejnymi ?sprawnościami? do zaliczenia. Oto najmłodsza latorośl jest senna, bo choć ma te swoje pięć miesięcy, to nie zaśnie bez utulenia, karmienia, przewijania. Dwójka starszych też chce poczuć się wyjątkowo i żąda: bajki, ciastek, wyjścia na plac zabaw, lodów, itp. ?Oczywiście w jednej chwili chcą dwóch różnych bajek, więc jest płacz i wspólne ustalanie kompromisowej bajki, bo nieoczekiwanie czterolatek twierdzi, że bardzo się boi misia Uszatka, który po prostu już mu się znudził.

No dobrze, maluch śpi, a starsza dwójka zgodnie ogląda ulubioną bajkę o przygodach Kubusia Puchatka. Jeszcze tylko zmywarka do załadowania i włączenia i można myśleć następnym punkcie dnia, czyli o obiedzie. Następuje zatem krótki przegląd lodówki, spiżarnii już trzeba obierać jarzyny do obiadu. To nic, że wcześniej ustalono, że może być zupa ogórkowa. Potem i tak część stołowników oświadczy: ?mój brzuszek mi mówi, że to jest nie pyszne!?

Podczas wakacji jest łatwiej, bo wszyscy są w domu. W roku szkolnym taka etatowa mama musi się "sprężać", czyli pracować, jak mały robot. Bo oto trzeba najstarsze dziecko odebrać ze szkoły. A pozostała trójka musi mamie towarzyszyć, bo w domu nie ma kto z nimi zostać, a na to, żeby zostali sami, są za mali. W porze wiosenno-jesiennej nie trzeba ubierać się grubo i wychodzenie zajmuje mniej czasu. Inaczej jest zimą lub wtedy, gdy pada deszcz. A my przecież musimy iść, bo tam ktoś na nas będzie czekał. Zakładamy więc grube kurtki lub odpowiednio płaszcze przeciwdeszczowe i maszerujemy. Po drodze jeszcze wizyta w sklepie i można wracać na obiad. Potem druga taka sama wędrówka po młodsze dziecko, które jest w przedszkolu i można spokojnie czekać na powrót męża z pracy. W międzyczasie trzeba uprać, uprasować, sprawdzić lekcje i odgrzać mężowi obiad.

Potem pozostaje tylko kolacja, hurtowa kąpiel, wspólna modlitwa i zasypianie. Tu nasze dzieci są niezmordowane. Potrafią kilka razy schodzić, by się napić. I nieważne, że usta są tylko umoczone, ale spanie odsuwa się o kilka chwil. Jeszcze czytanie na dobranoc, buziaki na pożegnanie? i mam czas tylko dla siebie i męża. Jakiś film oglądany wspólnie na kanapie, a raczej w połowie przespany lub książka ledwie zaczęta. A tu już 22.00 i oczy same się kleją. Jeszcze tylko chwila i zasypiam tak szybko, że mąż nie zdąży mi powiedzieć "dobranoc".

 

Joanna Jakubowska

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież